środa, 23 września 2015

Zmagania z bezradnością

Tak, marzenia dają siłę, choć na chwilę.

Rzeczywistość jednak bywa smutna. Ciągłe zmagania by przetrwać. Szczególnie gdy ma się rodzinę i dziecko. Jedna pensja a rachunki co miesiąc nie maleją. Wydatków nie brakuje. Jak jest jakaś kasa to nie wiadomo, którą dziurę załatać bo tyle się spraw nazbierało, że chce się płakać. Wszędzie praca na czarno, wyzysk w biały dzień.
W ogłoszeniach powinni pisać " przyjmę do pracy białego murzyna - 10h/dobę za najniższą krajową i ciesz się że w ogóle masz pracę"
Mój maluch poszedł do przedszkola a ja jestem na etapie szukania pracy. Jestem po studiach i praca w biurze, w tak małej dziurze w której mieszkam, ciężka sprawa do osiągnięcia. Chyba, że masz "plecy". A ja mam tylko swoje plecy. Wszędzie trzeba mieć znajomości.  Mam już dość takich prac, które nic nie wnoszą do mojego życia. Robić by robić. Chciałabym zacumować swój statek i osiąść na stałe. Chyba trzeba będzie jednak schować ambicję do kieszeni....
 Pani magister wykładająca towar na półkach w Biedronce.

Przychodzi taki moment, że chce mi się krzyczeć z bezradności. Marzę o spokojnym życiu, by móc przeżyć miesiąc nie zastanawiając się czy starczy mi na wszystkie opłaty. Mieć ten spokój w sobie, że jak maluch zachoruje to będę mieć na lekarstwa. Bywają takie chwile, że patrzę w portfel a tam ostatnie 10 zł  i przeżyj do ostatniego.  Dobrze, że mam przyjaciół i w razie sytuacji awaryjnej zawsze mnie poratują. Ale jak długo tak można. Wrzesień już prawie za pasem. Trzeba dziecku kupić buty, kurtkę, jakieś ubranka na zimę, opłacić przedszkole... normalnie opadam z sił.

Tak mam marzenia. Jeszcze mam nadzieję... Trzymam się resztami sił, by nie pęknąć i nie rozsypać się jak z domek z kart. Dla tej małej istoty, która nadaje sens mojemu życiu.



sobota, 19 września 2015

Obedrzeć z szarości naszą tęczę...

.Kiedy idę przez łąkę, czuję jakby świat się zatrzymał.. 
Słońce świeci, wiatr delikatnie rozwiewa mi włosy,kolorowe liście otulają drogę, w powietrzu czuć już jesień. Jeszcze ciepłą, choć surową i wilgotną. Pod stopami czuję jak ziemia tętni życiem. Żuczek, biedronka czy mrówka mozolnie wykonują swój plan.Zamykam oczy i liczy się tylko ta chwila. Oddech, jeden drugi, niech nozdrza poczują to.  I ten śpiew łąki pieści mnie od środka, dając ukojony spokój mym starganym nerwom. Już nie pędzę. Jest bezpiecznie, choć na tą jedną chwilę. 



 . Natura wokół mnie idzie swoim rytmem. Zupełnie nie zdając sobie sprawy z naszej gonitwy. Gonitwy... tylko za czym? Miłością? Karierą? Pieniędzmi? Mieć czy być? Odwieczne pytanie filozofów. Realna prawda jest taka, że by żyć godnie, trzeba coś mieć. Cóż to dla nas samych będzie? To nam jedynie serce podpowie..

. Być szczęśliwym. Cieszyć się z poranka, ze smaku kawy, uśmiechu bliskiej nam osoby. To takie proste.. Pod warunkiem, że sami sobie na to pozwolimy. Pozwólmy sobie na bycie szczęśliwym. Pozwólmy sobie na marzenia. One dają siłę. One sprawiają, że rosną nam skrzydła. One obdzierają z szarości naszą tęczę....